ten temat kandyduje na Temat Tygodnia podczas Piątkowego Śniadania
Zainteresowanie serwisami społecznościowymi sięga rozmiarów które słusznie porównywane są z mydlaną bańką dot-comów z lat 90′tych. Niedawny przykład - Facebook bywa wyceniany w granicach od 1 miliarda do 15 miliardów dolarów. Trudno traktować te szacunki wiarygodnie. Marki których wartośc wyznacza społeczność z nimi związana, nie są rzeczą nową na rynku. Trudno nawet kwalifikować je do branży IT lub choćby technologicznej. Przykładowo przejęcia firm (niezależnie od branży) następują często nie z powodu wartości przejmowanego produktu lub dóbr, ale właśnie ze względu na istniejącą społeczność klientów. Również wartość tytułów prasowych i grup medialnych uważa się za zależną wprost od ilości widzów bądź czytelników.
Można więc uznać, że Facebook ma prawo drogo kosztować, skoro w ciągu roku czterokrotnie zwiększył społeczność skupioną wokół siebie. Nowością i zagadką we wciąż niedojrzałej branży serwisów społecznościowych jest natomiast to, czy mechanizmy skupiania społeczności są tam tak trwałe, jak w innych sektorach rynku (co częściej zmieniasz - serwis społecznościowy, czy też markę ulubionego piwa?)
W branży IT widzieliśmy już wiele sposobów na utrzymanie społeczności. Producenci systemów operacyjnych lub oprogramowania “dla ludności” tworzą swoje produkty w sposób, utrudniający zmianę dostawcy do granic możliwości. W bardziej wyrafinowanym modelu, dostawcy usług online oferują konta pocztowe, przechowalnie plików, komunikatory, hosting lub narzędzia blogowe co również pomaga utrzymać społeczność użytkowników. Ostatnio natomiast model aplikacji SAAS (software as a service) mimo rozmaitych zalet przenosi jednak kontrolę danych na stronę dostawcy, utrudniając ich eksport i tym samym wiążąc klientów z dostawcą. Na końcu tego łańcuszka można wymienić właśnie serwisy społecznościowe.
Czy odkryto więc złoty środek budowania grup społecznych online, czy to tylko kolejna nieudana próba? Patrząc na problem z dystansu, nie sposób nie zauważyć że dostęp do społeczności jako taki jest czymś niezmiernie abstrakcyjnym. Jak ulotnym bytem jest sama społeczność, przekonał się każdy kto angażował się w wolontariat. Społeczność potrafi zniknąć natychmiast, gdy tylko przestaje istnieć wspólny cel skupiający jej członków. A”społeczności” online są na to szczególnie narażone, ponieważ są grupami sztucznymi: ich członkowie nie są związani emocjonalnie np wspólnym celem, ale jedynie użytkowo - dostępnością danego serwisu.
Czy Facebook, a obok niego MySpace, Hi5, Friendster, Orkut są przewartościowane jako marki? Czy i kiedy rozpryśnie się bańka 2.0?
ten temat kandyduje na Temat Tygodnia podczas Piątkowego Śniadania
5 wrzesień:
Darmowe wejściówki na Java Developers' Day
18 wrzesień:
Polish Network Operators Group
13 październik:
Cracow Grid Workshop '08
16 październik:
Java Developers' Day 2008
Inicjatywa "IT w Krakowie" jest niedochodową i apolityczną organizacją pozarządową. Nasz cel to integracja, promowanie oraz rozwój społeczności informatycznej w Krakowie i regionie.
czytaj więcej
Domena krakowskich inicjatyw społecznych. Zobacz jakie są warunki otrzymania domeny we wkrakowie.org.
Pomysłodawcą i patronem Inicjatywy IT w Krakowie jest GridwiseTech
rozpryśnie
Komentarz dodał bartek - 8.11.2007 @ 23:57
Pryśnie, nie pryśnie, nasze poczciwe Krakowskie Centrum Outsourcingu i Usług Wszelakich nie ucierpi z pewnością :>
Komentarz dodał jasiek - 9.11.2007 @ 07:27
No pewnie że nie Jaśku! My tak mamy z dawna, u nas zawsze po staremu będzie, Wawel, Rynek, etc. Paręset lat temu nikt tutaj nie brał na poważnie tego, że środek ciężkości państwa przesuwa się na północ (niektórzy do dziś się nie zorientowali). A teraz nie chcemy rozumieć że również Kraków, choć prowincja, jednak należy do ekonomii globalnej wioski?
Może od razu przestawmy się na produkcję oscypków i wyrobów dla turystów, wtedy owszem, nam bańka nie straszna…:)
Komentarz dodał Paweł Płaszczak - 9.11.2007 @ 17:51
Zgadzam się, że nie wszystkie serwisy mają misję i cel do końca przemyślaną i powstają na zasadzie, jest pomysł, zróbmy to a potem będziemy myśleć co dalej - tutaj rzeczywiście przypominają troszkę założenia firm “bańkowych”.
Wielu jednak wzięło nauki z tej “wpadki”. Duża część serwisów, powstaje teraz w oparciu o badania rynku, analizy, kalkulacje, mają założone od początku model biznesowy.
Nie zgadzam się też, że członkowie serwisów nie są też związani emocjonalnie. Taki linkedin czy profeo to kontakty z pracy, świata biznesu. Większość tych osób zna się osobiście i spotyka. Z kolei facebook daje możliwość kontaktu i zabawy ze znajomymi czy tez członkami rodziny z całego świata. Czy to nie jest związek emocjonalny?
Albo serwisy i społeczności tworzone wokół konkretnych tematyk?
A co do tego czy to się opłaca? Podczas jesiennych spotkań PTI w Wiśle, Rafał Agnieszczak, twórca fotka.pl przyznał, że serwis ten przynosi rocznie _zysk_ rzędu 2 mln zł.
Poza tym web2.0 jest tylko nazwą, wszystkie jego podstawowe mechanizmy istniały wcześniej.
Jeśli ktoś ma ochotę dyskutować o tej tematyce to często jet poruszana na GrillIT w Krakowie.
Komentarz dodał karol - 13.11.2007 @ 10:55
Niewielu Karolu wzielo nauki z tego. Ciągle dostaje zapytania typu “Mam pomsyl! Polaczymy to to to i to i bedzie fajne, no i ze to moj pomysl to ty to zrob za darmo, a potem sie na tym zarobi”. Co do kontaktów spolecznosciowych, to wydaje mi sie ze trzeba na to potrzec, nie jako tworzywo spolecznosci, a jednynie jako plaszczyzne kontaktu dla juz istniejacy spoleczenstw i grup w nich zawartych.
Komentarz dodał Grzegorz Machnik - 13.11.2007 @ 12:09
Grześ :), ja mam na myśli prawdziwych graczy, a nie pana Kazia, który odłożył 50tyś zł i chce coś web2.0 bo słyszał, że jest cool. Hi5, bebo, facebook, friendster czy facebook to serwisy które powstały “z głową”. To nie są już przedsięwzięcia prowadzone przez napaleńców bez przygotowania, wiedzy i doświadczenia. Te serwisy prowadzą managerowie, którzy wiedzą jak robić pieniądze. To nie jest już improwizacja.
Komentarz dodał karol - 13.11.2007 @ 15:46
Jednak w kontekście “Banki mydlanej” nie chodzi o podawanie przykładów jak się robić powinno i jak to poniektórzy robią. Chciałem przytoczyć przykład i trend o którym sam piszesz, że Pan Kazik chce coś w web 2.0 bo jest cool. To jest właśnie pompowanie tej bańki. Owszem jest na pewno sporo miejsca w necie na takie serwisy (narzędzia) jak facebook itp. ale to zaczyna przypominać już dziwną paranoje wymyślania nowych społeczności na siłę. Popatrz na startupy ostatnich czasów, powoli zaczynają sie przerzucać z pomysłami na mniejsze grupy itp. Tylko pytanie czy jeden użytkownik będzie chciał być przykładowo w kilku takich społecznościach i czy mu starczy czasu na aktywne działanie w nich wszystkich.
Komentarz dodał Grzegorz Machnik - 14.11.2007 @ 14:59
No właśnie, pytanie o bieżącą zyskowność interesu zostawiłbym z boku (gratulacje dla fotki, nie przypuszczałbym). Natomiast bardziej intrygujące jest dla mnie, czy mechanizm wiązania i utrzymywania społeczności w serwisach Web2.0 jest podobnie trwały, jak np programy lojalnościowe i inne sposoby utrzymania dostępu do klientów w rozmaitych branżach. Jeśli tak jest, astronomiczne wyceny (mimo wszystko, milion a miliard…) można traktować poważnie. Myśląc podobnie jak Grzesiek, przychylałbym się jednak do tezy że tak jeszcze nie jest.
Komentarz dodał Paweł Płaszczak - 14.11.2007 @ 15:32